
Bankowcy z defibrylatorem jak profesjonalni ratownicy
Opublikowano dnia: 3 lutego 2011
Artykuł autorstwa: Redaktor Naczelny
Mężczyzna, który przyszedł do czeladzkiego oddziału PKO Bank Polski SA w Centrum Handlowym M1, nie przypuszczał, że prosto stąd trafi do szpitala. Miał szczęście, że jeszcze zanim przyjechała karetka, pracownicy banku i ochrona udzielili mu pomocy.
- Uratowali temu człowiekowi życie – mówi Czarosław Kijonka, szef Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w sosnowieckim szpitalu górniczym.
- To też przykład, że warto inwestować w takie urządzenia jak defibrylator. Koszt to kilkanaście tys. złotych, ale to nie ma przełożenia na cenę ludzkiego życia – podkreśla lekarz. Sprzęt cenny także dlatego, że po dwudziestominutowym przeszkoleniu może go
użyć każdy.
Tym razem była to Marta Sadowska-Haładus.
- Obsługiwałam klienta, kiedy zobaczyłam, że stojący za nią mężczyzna osuwa się na ziemię. To był impuls. Podbiegłam i zobaczyłam, że robi się siny, ma problem z oddychaniem – opowiada pani Marta.
Zaczęła robić masaż serca i sztuczne oddychanie. Za moment podbiegł ochroniarz Jarosław Białas z defibrylatorem. Wspólnie podpięli diody do klatki piersiowej pacjenta.
- Poczułam ulgę i radość, kiedy odzyskał przytomność – mówi pani Marta. Cieszy się też dyrektorka oddziału, Beata Nobis. – To nasz stały klient. To, że mogliśmy pomóc także w taki sposób jest chyba dowodem na to, że potrafimy nie tylko sprzedawać czy udzielać kredytów – uśmiecha się.
Pani Marta przyznaje, że pracownicy mają regularne szkolenia z zakresu pierwszej pomocy. – Dobrze jednak, że był defibrylator. To cudowne urządzenie – mówi z zapałem.
Pacjent trafił do szpitala.
- Był przytomny, a jego stan stabilny. Niestety, okazało się, że czeka go zabieg kardiochirurgiczny – mówi doktor Kijonka. Wyjaśnia, że dzięki impulsom elektrycznym defibrylator przywraca prawidłowy rytm serca.
- Wystarczy przykleić elektrody do klatki piersiowej. Pacjenta nie należy ruszać. Cały czas słyszymy wydawane przez komputer polecenia, nie trzeba się obawiać, że nie będziemy wiedzieli, co robić. Urządzenie samo intensyfikuje moc – zapewnia.
Przypomina też, jak wygląda tzw. łańcuch przeżycia.
- Wezwanie pomocy, gdy widzimy że ktoś traci przytomność, następnie pośredni masaż serca, użycie automatycznego defibrylatora i przekazanie pacjenta w ręce specjalistycznego zespołu medyków.
W wielu miejscach publicznych są już dostępne urządzenia, które ratują życie. W Sosnowcu defibrylatory na pewno są w szpitalach. Ale żadne miejskie instytucje tych urządzeń nie posiadają. Znajdziemy je natomiast w budynku Starostwa Powiatowego w Będzinie przy ulicy Krasickiego. Mają go również woprowcy z będzińskiego oddziału Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego i przychodnie. Defibrylatory są również w Miejskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji w Jaworznie i w jaworznickiej Komendzie Miejskiej Policji oraz w jaworznickiej Izbie Wytrzeźwień.
Rodzajów defibrylatorów jest sporo. Od wersji profesjonalnej, przez półautomatyczną, automatyczną i treningową (służący do ćwiczeń). Ceny defibrylatorów wahają się od 2,5 tysiąca do kilku tysięcy złotych. Można je kupić w sklepach ze sprzętem medycznym i ratunkowym.




